sobota, czerwca 05, 2021

"Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie" Megan MacCutcheon

"Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie" Megan MacCutcheon

Wśród bogatego wyboru książek na portalu www.sztukater.pl mój wzrok wręcz hipnotyzująco przyciągnęła okładka tej książki. Potem przeczytałam zdanie reklamujące treść, cyt.: „Poczucie własnej wartości to nasze wyobrażenie o nas samych” i już wiedziałam, że chcę ją poznać.

Megan MacCutcheon jest licencjonowaną, profesjonalną doradczynią i ekspertką z zakresu poczucia własnej wartości, co automatycznie przenosi jej książkę na wyższy poziom.

„Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie” autorstwa Megan MacCutcheon to poradnik i zeszyt ćwiczeń jednocześnie, który za pomocą pięciu kroków pokazuje, jak wzmocnić poczucie własnej wartości. Książka jest wspaniałym narzędziem, które krok po kroku pomaga kobietom odkrywać własną wartość. Każdych z tych kroków jest tak samo ważny, ale kiedy zaczynają funkcjonować, jednocześnie nabierają dodatkowej wartości w kreowaniu własnej wartości.

Zachęcam zatem do pokonania tej drogi przy wykorzystaniu pięciu poniższych kroków:

Krok numer 1 to „Poznać siebie” – czytałam go z ogromną przyjemnością, ponieważ uświadomiła mi, jaka jestem dzisiaj i co ukształtowało to moje dzisiejsze „ja”. Poznałam również wartość zdrowej i słabej samooceny oraz mój już ulubiony termin – mowa wewnętrzna lub wewnętrzny głos. Mnie osobiście ten krok utwierdził w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. Natomiast dla osób, które dopiero zaczynają tę drogę znajdą tutaj skarbnicę wiedzy. Warto jest bowiem w pierwszym kroku dokładnie przeanalizować siebie, żeby potem przejść do kolejnego etapu. Zwłaszcza poznanie swojego wewnętrznego krytyka (głosu), który często mąci nam w głowie jest w tym rozdziale ważnym elementem.

Krok numer 2 to „Zadbać o siebie” – lubię dbać o siebie, dlatego już sam tytuł nastroił mnie pozytywnie do nadchodzącej treści i ponownie się nie zawiodłam. Mimo, że nie mam problemu z własną wartością to często dręczy mnie mój wewnętrzny krytyk, który ma w zwyczaju krytykować większość rzeczy. W tym rozdziale już na samym wstępie dowiedziałam się, jak sobie z nim radzić, cytuję:

„Strategia jest prosta, gdy przyłapiesz się na negatywnej mowie wewnętrznej, przerwij ją.”

Polecam szczerze ten krok, który mnie osobiście pomógł. Dowiedziałam się jak wspierać mam pozytywne myśli i jednocześnie wyeliminować negatywne przekazy oraz nie ulegać samozwątpieniu, które czasami mi się zdarza. Zafascynował mnie również kolorowy okrąg nazwany mapą relacji oraz teoria maski tlenowej. Niesamowite jakie to proste się wydaje, kiedy poznamy odpowiednie wskazówki, po które odsyłam do książki.

Krok numer 3 to „Szanuj siebie” – wydawało mi się, że szanuję siebie samą, ale treść tego rozdziału pokazała mi jak mogę to robić jeszcze lepiej. Dokładnie krok po kroku dowiedziałam się jak ustalić swój własny system wartości i nie poświęcać się niepotrzebnie. Zrobiłam sobie ćwiczenie asertywności i dowiedziałam się jak ważne jest ufanie sobie i swojej intuicji. Dla mniej sceptycznych czytelników mam dobrą wiadomość. Autorka donosi, że zarówno asertywność jak i zaufanie do siebie to nie coś magicznego co możemy tylko wyssać z mlekiem matki. Bez względu na nasze pochodzenie i różnie spędzone dzieciństwo, obie te ważne cechy możemy rozwijać i wzmacniać w każdej chwili.


Krok numer 4 to „Zaakceptuj siebie” – czyli pewnego rodzaju przełomowy krok, który wymaga od nas zaakceptowania samych siebie z całym dobrodziejstwem jakie w sobie nosimy. Samoakceptacja często jest to proces, a nie coś co możemy zrobić ot tak sobie. Najistotniejszy jest fakt, żeby zaakceptować swoje braki czy niedoskonałości i dążyć do samoakceptacji, która jest jednym z najważniejszych kroków do osiągniecia poczucia własnej wartości.

Ja za pomocą tego rozdziału zrobiłam sobie test na mocne i słabe strony, coś niespodziewanie uświadomiło mi jak dużo mam mocnych stron. To było wyjątkowe doświadczenie uważności. Polecam każdemu.

Krok numer 5 to „Pokochaj siebie” – tego przyznaję nie spodziewałam się. Miłość jako ostatni krok do kreowania poczucia własnej wartości. Wydaje się takie proste, ale prawdziwy sens tego kroku zrozumiałam, kiedy dobrnęłam do strony z „Drzewem miłości”. Natomiast jedno ze zdań podsumowujących ten krok pozostanie ze mną już na zawsze, cytuję:

„Nie umniejszaj własnych wysiłków i daj sobie przyzwolenie, aby wyrazić uznanie dla samej siebie.”

 

Polecam Twojej uważności to wyjątkowe stwierdzenie. W tej książce jest ich więcej, bo to niesamowita skarbnica nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim drogowskazów.

Poradnik ten jest pełen zadań, ćwiczeń udowodnionych konkretnymi historiami i doświadczeniami innych kobiet na poparcie tego, że to działa.

Każdy z rozdziałów zakończonym magicznym stwierdzeniem „ZATRZYMAJ SIĘ”, by jeszcze przez chwilę przemyśleć dany krok zanim przejdziemy do kolejnego.

Poczucie własnej wartości to jeden z najważniejszych czynników w naszym życiu. Dlatego czytanie tej książki sprawiło mi ogromną przyjemność. Dodatkowym atutem z pewnością było jej przepiękne wydanie za co dziękuję wydawnictwu Zwierciadło. Piękna okładka, bardzo wygodna dla oczu czcionka oraz wyjątkowe rysunki, które błyskawicznie wizualizują wartościową treść.

„Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie” autorstwa Pani Megan MacCutcheon to zdecydowanie obowiązkowa lektura dla każdej kobiety. Każda z nas ma sobie wyjątkową siłę, a ten poradnik krok po kroku pokazuję, jak ją wydobyć i zacząć z nią współpracować.

Polecam zdecydowanie tę wartościowa treść wydaną w przepięknej oprawie co sprawia, że poznajemy nasze możliwości jednocześnie ciesząc oko.

Pozdrawiam

Zaczytana Joana 




czwartek, maja 20, 2021

"Czuła przewodniczka" Natalia de Barbaro

"Czuła przewodniczka" Natalia de Barbaro

 

„Czuła przewodniczka” Natalia de Barbaro 

Dzisiaj zapraszam Was na spacer z Natalią, ponieważ ona sama powiedziała, że napisała te książkę żebyśmy przez chwilę szły razem.

„Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie” autorstwa Natalii de Barbaro to właśnie to co chcę Wam dzisiaj zaproponować. Ja poznałam ją w wyjątkowym momencie, bo na wspaniałych warsztatach „Wiosenne przebudzenie” u Kasi Gapskiej z Nudoodporne.

Przyznaję, że początkowo traktowałam tę książkę jako poradnik znanej Pani psycholog co sprawiło, że podeszłam do niego jak do podręcznika. Co oczywiście w żadnym stopniu nie umniejszyło jej wartości, tylko ja po prostu ni czułam tego spaceru z autorką. 

„Czuła przewodniczka” prezentuje nam w swojej treści trzy wewnętrzne kobiety, które siedzą w nas i starają się zarządzać nami jak laleczką pociągając za sznurki.


Potulna – to taka ja, która wykonuje polecenia bez szemrania i zrobiona jest ze strachu.

Królowa śniegu – podobnie jak potulna zrobiona jest ze strachu i wstydy, tylko w lodowato zimny sposób podchodzi do życia

Męczennica – to taka ja która się poświęca, ona aż cała paruje od gniewu, ale nigdy się do tego nie przyzna, bo przecież wszystko jest OK.

Te trzy siostry, sterują nami od środka i starają się jedna przez drugą przejąć władzę i podszeptywać swoje życiowe mądrości. Natalia de Barbaro w swojej książce starała się pokazać nam drogę jak utemperować te podszeptywaczki i odnaleźć w sobie Czułą przewodniczkę. Przewodniczkę, która nie pogania, nie idealizuję i nie wzbudza litości, tylko czule przewodzi i pozwala odkrywać to co mamy najcudowniejsze w sobie.

Były takie chwile, kiedy nie nadążałam podkreślać wspaniałych treści w tej książce. Zaznaczałam kolorami, ozdabiałam kwiatkami, serduszkami a nawet pojawiały się wykrzykniki. Czytając kolejne podrozdziały zaczęłam powoli przekonywać się do tego co chce mi powiedzieć Natalia jak i moja czuła przodowniczka. Zaczęłam stopniowo dostrzegać siebie albo inne znane mi kobiety w tych przykładach podawanych w książce i wtedy dobrnęłam do rozdziału „Dzika dziewczynka”

Świat zawirował, bo poczułam nie tylko więź z autorką, ale przede wszystkim wiatr we włosach podczas naszej wspólnej wędrówki.

Czytając ostatnie zdanie na stronie 167 doznałam pewnego rodzaju olśnienia – „takie tam”

Bo ja też od zawsze czułam niezrozumiałą dla mnie awersję do „takie tam” potarzane przez moje znajome i nieznajome. Mimo wszystko w głowie ciągle mi coś podszeptywała – no i co ze piszą „takie tam”, nie oceniaj, bo to nie twoje słowa.

Teraz już wiem – ja nie oceniałam – ja nieświadomie dostrzegałam to co Natalia ubrała w słowa, cyt.:

„Takie tam…” – piszą kobiety, wrzucając na Facebooka namalowane przez siebie obrazy czy zaprojektowane i uszyte przez siebie sukienki. To mnie boli.

Koniec cytatu

Słowa te uświadomiły mi dwie rzeczy:

👉Po pierwsze – autorka ubrała w słowa to co mnie zawsze uwierało, kiedy czytałam „takie tam…” - Mnie też to bolało, że umniejszamy w ten sposób swoją wartość.

👉Po drugie – w tym momencie poczułam więź z autorką. Książka nagle spadła z piedestału „wielce szanownego poradnika psychologicznego”, a ja poczułam, że mam przed sobą czuły przewodnik.

Życzę Wam, żebyście też odnalazły ten moment w książce, kiedy poczujecie wiatr we włosach podczas spaceru z autorką i czułą przewodniczką.


Ta książka moim zdaniem to lektura obowiązkowa dla każdej z nas. Nie tylko dla kobiet, które czują, że coś je w życiu uwiera, że podążają drogą, bo tak właśnie wypada a nie że tak chcą. To również wspaniały drogowskaz dla kobiet, które po prostu chcą wyruszyć na spacer w głąb siebie i odszukać w sobie niesamowite pokłady swojej indywidulane osobowości. Czuła przodowniczka czeka na każdą z nas i wyciąga dłoń do wspólnego spaceru.

Jedyne czego od nas wymaga to po prostu skupienia na nie całej naszej uwagi, otwartości do autorefleksji i chęci poznanie samej siebie. Siebie tej w środku bez maski dla otaczającego świata.

Polecam „Czułą przewodniczkę” Pani Natalii de Barbaro za całego serce i wierzę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Ja po moim olśnieniu na stronie 167 wróciłam do początku i przewertowałam jeszcze raz to wszystko o wcześniej tak skrupulatnie podkreślałam.

Przygoda z tą książką to było wyjątkowe doznanie. Jeszcze raz dziękuję Tobie Kasiu, że miała te przyjemność uczestniczyć w Twoich wyjątkowych warsztatach o wiosennym przebudzeniu, gdzie poznałam właśnie czułą przewodniczkę.

Pozdrawiam

Zaczytana Joana











środa, maja 05, 2021

"Szeptun" Tomasz Betcher - premiera 5 maja 2021r.

"Szeptun" Tomasz Betcher - premiera 5 maja 2021r.

„Szeptun” Tomasz Betcher


Tomasz Betcher to autor, którego książki czytam na bieżąco i zaraz po ich wydaniu, a czasami nawet przed pojawieniem się na rynku, jak było w przypadku „Szczęścia z piernika”. Jego najnowsze dzieło „Szeptun” to powieść, na którą czekałam z ogromną niecierpliwością, ponieważ miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim, kiedy autor opowiadał dopiero o takim pomyśle.

No i się doczekałam.

Podobnie jak we wcześniejszych swoich książkach, tak i tutaj autor łączy dwa światy.
Główna bohaterka powieści "Szeptun" to Julia, która pracuje jako nauczycielka i wychowuje dwójkę dzieci na pomorzu, a dokładnie w Gdańsku. Jest praktycznie matką samotnie wychowującą, ponieważ jej mąż od kilku lat przebywa w ciągłej podróży służbowej w Norwegii. Przemęczona nie tylko życiem, ale przede wszystkim walką o rodzinę staje na rozdrożu. Jej żywiołowy synek Kuba ma problemy zdrowotne, przez które nie może spokojnie przespać jednej nocy. Natomiast nastoletnia córka Marysia co noc zrywa się z krzykiem, którego powodów Julia może się tylko domyślać.

Ma na szczęście rozsądnie myślących rodziców, którzy proponują jej urlop w Beskidach, gdzie podobno mieszka ktoś kto to pomorze wyleczyć Kubę. W ten oto sposób czytelnik wkracza w świat tytułowego szeptuna.

Waldemar to typowy odludek odrzucony przez lokalną społeczność, a jednym z powodów jest fakt, że jego ojcem był Rom. Cygan jak go nazywają we wsi, stroni od mieszkańców Bukowego Młyna co sprawia, że plotki na jego temat się tylko mnożą. Jedną z takich przypisanych mu bajek jest rzekoma klątwa, która na nim ciąży i może przynieść nieszczęście wszystkim.

Tych dwóje bohaterów różni nie tylko 700 km, czyli cała Polska, ale praktycznie wszystko, inne pochodzenie, wykształcenie i status materialny. Na pierwszy rzut oka są jak przedstawiciele dwóch odrębnych światów, pomiędzy którymi nie istnieje połączenie. Mimo wszystko stanęli wzajemnie na swoich drogach życia i nie tylko je skrzyżowali, ale powoli zaczęli przebudowywać.

„Szeptun” to nie jest typowy romans, jakich wiele, to powieść, w której odnalazłam nie jedno przesłanie. Przede wszystkim walka ze stereotypami i tolerancją. Autor pokazuje czarno na białym, jak bardzo można skrzywdzić człowiek oceniając go tylko po jego pochodzeniu. Walka o drugiego człowieka, przyjaźń i miłość oraz więzy rodzinne sprawiają, że powieść jest pełna nowych wątków, które podążają w szalonym tempie ku nieubłaganemu końcowi.

Autor osadził swoją nową powieść w wyjątkowym miejscu, które stanowi kolejny jej atut. Julia swoim autem zabiera nie tylko dzieci, ale przede wszystkim czytelnika w urokliwe miejsce Beskidu niskiego. Wraz z bohaterami przemierzamy górskie szlaki, kąpiemy się w czarcim potoku i możemy poczuć zapach magicznych ziół szeptuna.

„Szeptun” to ciepła i wzruszająca powieść, na którą czekałam. To historia, która niesie ukojenie przeprowadzając nas przez piękne górzyste tereny, symbolizujące głęboko skrywane emocje bohaterów. Każdy z nich niesie ze sobą swój ciężar, który przez rozmowę i wsparcie najbliższych osób już nie ciągnie w dół, ale wręcz przeciwnie dodaje skrzydeł. Takich drogowskazów i przesłanek jest tutaj więcej.


W tej powieści nie brak również dramatycznych zwrotów akcji, które przyprawiają czasami o gęsią skórkę i łzę w oku. Mimo wszystko uważam, że to jedna z piękniejszych powieści, która ukoiła moje ostatnie dwa wieczory. Otoczyła magią, przeniosła w wyjątkowe miejsce i spowiła zapachem ziół. To wszystko sprawiło, że nie mogłam oderwać się od tej książki, by dobrnąć do końca, który powalił mnie na kolana.
Na szczęście autor postanowił podarować czytelnikowi jeszcze wisienkę na torcie w postaci epilogu, który sprawia, że wszystkie nitki cudownie zmierzają do jednej całości i rozjaśniają wszelkie wątpliwości.


Polecam bardzo gorąco nową powieść Tomasza Betchera pt.: „Szeptun”, która nie pozwoli wam tak po prostu przerzucać strony za stroną. Ta książka ma wspaniałe wnętrze, które udowadnia, że każdy z nas nosi w sobie coś wyjątkowego, tylko trzeba dać szansę na pokazanie tego.

„Szeptun” to wciągająca powieść, która gwarantuje pełen wachlarz emocji.

Polecam
Zaczytana Joana




sobota, maja 01, 2021

Epilog #3 - Biało-czerwony weekend

Epilog #3 - Biało-czerwony weekend



Miałam dzisiaj wspaniały plan przedstawić Wam książkę pt. „Czuła przewodniczka”, którą skończyłam czytać w tym tygodniu. Naszła mnie jednak pewna refleksja i odkładam tę przyjemność na następną moją sobotę.

Zaczęłyśmy właśnie wspaniały weekend majowej polskości. Uwielbiam powody, dla których mogę wyciągnąć naszą piękną biało-czerwoną flagę i wywiesić ją na moim balkonie. Zawsze hołubię święto odzyskania niepodległość, ale i majówkę świętuję obwieszczając moją radość powiewającą flagą.

Dlatego właśnie zdecydowałam zmienić plany i przedstawić wam moją polskość w literaturze. Zawsze była ona głęboko we mnie zakorzeniona przez długie rozmowy z dziadkiem, który opowiadał mi o wojnie i polskości. 

Mam teraz w sowiej biblioteczce kilka książek, które we mnie pogłębiły patriotyzm i chęć zgłębienia tematu widzianego z różnej perspektywy. Przedstawiam Wam w ten wyjątkowy dla nas weekend, książki które przeczytałam z ogromną przyjemnością, bo wywarły na mnie ogromne wrażenie. Każda z nich w inny charakterystyczne dla siebie i jej autora sposób:

Zacznę od najstarszej w sensie daty czytania:

1.  „Żniwo gniewu” Lucie Di Angeli-Ilovan,

2.    „Stulecie Winnych” cała czterotomowa seria Ałbena Grabowska,

3.    „Korona śniegu i krwi” Elżbieta Cherezińska,

4.    „Polacy są najlepsi” Johnny Kent.

5.   "Potop" Henryk Sienkiewicz.


Nie ma tutaj miejsca na zbyt długie wywody, więc każdą postaram się przedstawić w wielkim skrócie.

„Żniwo gniewu” Lucie Di Angeli-Ilovan

To jedna z piękniejszych książek o losach zwykłych ludzi i ich walce również tej
wewnętrznej z samym sobą, podczas II-ej wojny światowej. "Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli-Ilovan to moim zdaniem powinna być lektura obowiązkowa już w szkole podstawowej. Tutaj druga wojna światowa widziana jest oczami i sercem dwóch kochających się sióstr.



      „Stulecie Winnych” cała czterotomowa seria Ałbena Grabowska

To piękna saga rodzinna opowiadająca o trzech pokoleniach rodziny Winnych na tle brzękliwej historii Polski XX wieku. Powieść zaczyna się wraz z wybuchem I wojny światowej, potem kolejna wojna oraz równie niebezpieczne przemiany ustrojowe i polityczne. Przede wszystkim to jednak wspaniała opowieść o sile więzów rodzinnych, miłości i oddaniu zarówno rodzinie jak i Polsce.

3.  


         „Korona śniegu i krwi” Elżbieta Cherezińska

Pierwszy tom z serii „Odrodzone królestwo” to wspaniała powieść, która otworzyła mi oczy na
mniej znanego króla, jakim był Przemysław II. Pani Elżbieta wzięła na warsztat mało popularny literacko okres naszej historii, czyli rozbicie dzielnicowe. Zbeletryzowana historia tego króla i Polski w tym okresie tak bardzo mnie wciągnęła, że kupiłam cały pięcioksiąg. Skończyłam czytać drugi tom i warsztat oraz ogrom pracy jaki autorka włożyła w tę powieść mnie zachwyca.


     „Polacy są najlepsi” Johnny Kent

Trochę chwytliwy marketingowo tytuł, bo to głównie autobiografia Johnna Kent'a – asa myśliwskiego, który został Polakiem. Kiedy dostał skierowanie do Dywizjonu 303 nie był zadowolony, delikatnie mówiąc. Potem, kiedy już poznał naszych lotników, tak zachwycał się polską brawurą, że postanowił uczyć się języka polskiego. Natomiast nasi lotnicy zaczęli nazywać go Johnny Kentowski.


     

    „Potop” Henryk Sienkiewicz

Tej książki chyba nie trzeba reklamować, ale ja jestem od niej tak uzależniona, że nie mogłam jej pominąć. Czytam ją albo chociaż zaglądam do moich ulubionych momentów raz na jakiś czas. Równie mocno uwielbiam ekranizację tej powieści i kiedy tylko widzę ją w telewizji to zostawiam wszystko, siadam i oglądam.



Widać już po samych tytułach, iż to nie są typowe książki historyczne, ale możecie uwierzyć mi na słowo, że z pewnością są one wyjątkowe w swoim rodzaju.

Każdą z nich czytałam już jakiś czas temu, ale wywarły na mnie tak silne wrażenie, że po dziś dzień mam je w serce. Każda w swój charakterystyczny sposób obudziła we mnie moją dumę z bycia Polką.

Jedna zrobiła to w sposób ściśle historyczny, inna poprzez fabułę obyczajową, ale każda sprawiła, że moje serce zadygotało w biało-czerwonych barwach.

 

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i macham moją białoczerwoną flagą w ten wyjątkowy dla nas weekend.

Zaczytana Joana 



sobota, kwietnia 17, 2021

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag


"Chwila na miłość" Joanna Stovrag

    Dzisiaj przychodzę do Was z książką, która trafiła do mnie przez zupełny przepadek, a przypomniałam sobie o niej, bo właśnie przygotowuję się do wyzwania „czytelnicze imieniny” w moim klubie czytelniczym Bookieciarnia

Wyzwanie to polega na tym, że każda z nas wylosowała swój miesiąc w którym czytamy książki naszych imienniczek. Ja wylosowałam MAJ zatem za kilkanaście dni będziemy czytać książki napisane przez JOANNY. Dodam tylko, że teraz jest miesiąc Magdaleny, zatem czytamy w kwietniu książki napisane przez różne Magdaleny. Wracając do tematu, kiedy szukałam właśnie książek w biblioteczce natknęłam się na jedną, która długo zostanie w mojej głowie i postanowiłam tę właśnie dzisiaj Wam polecić.

Musze jednak wrócić do początku. 

Jakiś czas temu brałam udział w wyzwaniu czytelniczym w którym to kolor okładki decydował o jej wyborze. Poszłam do biblioteki i poprosiłam Panią, żeby mi poleciła książki, których okładki będą w przeważającej części koloru białego, bo taki był plan na styczeń 2017. Otrzymałam ich kilka oczywiście, ale jedną z nich szczególnie mi polecano.


Była to książka „Jeszcze żyję…” autorstwa Pani Joanny Tlałko-Stovrag, która tak samo mnie urzekła jak wymęczyła straszliwie. Dodam tylko, że wydawnictwo wypuściło tę książkę z koszmarną czcionką, która bardzo męczyła wzrok i odbierała całą przyjemność z poznawania historii. 

Na szczęście dla mnie Pani Joanna postanowiła uzupełnić swoją opowieść i wydać ją raz jeszcze. W ten oto sposób trafiła do mnie wzbogacona i wręcz fenomenalnie wydana historia Joanny i Seja. Pamiętam też moje obawy przed lekturą, bo z dużą rezerwą podchodziłam do tego, żeby weekend spędzić z wojną na Bałkanach.

Pani Joanna Stovrag opowiada w swojej książce o prawdziwych wydarzeniach ze swojego życia. Natomiast dla mnie to była niesamowita historia, w której spotykają się dwie różne narodowości, dwie religie, wielka miłość oraz straszliwa wojna, która próbuje wszystko rozdzielić.

Joannę główną bohaterkę i autorkę zarazem poznajemy w momencie, kiedy jako młoda studentka wyjeżdża do Sarajewa w ramach stypendium naukowego. Swoją przygodę zaczyna od poznawania miasta, zwiedza galerie, słucha muzyki i ogląda filmy pomiędzy wykładami oczywiście. Jej miłość powoli zaczyna nabierać bardzie człowieczego wyglądu, a dokładniej męskiego w osobie bośniackiego muzułmanina o imieniu Sejo.

Uczucie rozkwitało z dnia na dzień, a ich serca zaczynały mówić jednym głosem, aż stawali się wręcz nierozdzielni. Wówczas wybucha wojna i rozdziela to co wydawało się nierozłączne – Joanna była w Polsce, a Sejo został w Sarajewie odciętym od reszty świata.

"Chwila naszego nieba na ziemi - na sarajewskiej ziemi,
która wtedy była piekłem." 

Wieczory z tą książką to była niesamowita przygoda i polecam ją każdemu, ponieważ warto powędrować śladami Joanny i Seja. Cały czas zdawałam sobie sprawę, że to nie jest książka obyczajowa, ale kartki wyrwane z życia autorki i jej rodziny. Mimo wszystko pochłaniałam stronę za stroną niczym bestsellerową powieść, a mój wzrok często zawieszał się na dłuższą chwile nad zdaniami, które mianowałam skarbnicą mądrości życiowych, cyt.:

"W życiu czasami jest nam dane spotkać ludzi, 

których losy i postawa bardzo nas poruszają i uwrażliwiają na to co wokół..." 

 

Mnie było dane spotkać na swojej drodze Panią Joannę i jej książkę, ku mojej wielkiej radości. 

Niesamowicie lekki sposób wyrażania myśli i uczuć przez autorkę sprawił, że słowa, które momentami donosiły o wstrząsających informacjach, były tak przepełnione spokojem i pozytywnym przesłaniem, iż czytałam je z zapartym tchem.

Ja już nie będę jej czytała, bo mam te przyjemność za sobą, ale bardzo się cieszę że podczas poszukiwań natknęłam się na tę książkę i bez zastanowienia wiedziałam, iż to jest to co Wam dzisiaj polecę.

Zapraszam Was do obu moich recenzji, ponieważ książka jest tak niesamowita, że wymaga podwójnej uwagi.

„Jeszcze żyję…” => TUTAJ

„Chwila na miłość” => TUTAJ



Życzę Wam zaczytanego dnia

Zaczytana Joana


#bookieciarnia #zaczytanajoana



sobota, marca 13, 2021

Jeden obraz - wiele słów
Jeden obraz - wiele słów

 

Tytuł: "Jedno zdjęcie - wiele słów"

Autor: Dorota Raniszewska


Wydawnictwo: Rozpisani.pl
Data wydania: Warszawa 2018 r. 
Liczba stron: 240



Zastosowanie fotografii w rozwoju osobistym, 
terapii i pracy wychowawczej.
Zapis podróży własnej



Zawsze uważałam, że interpretacja tekstu leży po stronie czytającego, a Dorota mnie oświeciła już na pierwszych stronach swojej książki, że podobnie jest z obrazem, cyt.:

„Interpretacja obrazu jest subiektywna i odzwierciedla to, co ja w nim widzę.”

Ja nie zajmuję się fotografią, a profesjonalne aparaty mnie wręcz przerażają. Te wszystkie, guziczki, pokrętła, przesłony i inne rzeczy, których nie umiem teraz nazwać, odstraszają mnie skutecznie.  Dlatego też z wielką nadzieją usiadłam do tej książki, a po pierwszych stronach byłam już z nią zaprzyjaźniona.

Czytając miałam wrażenie, że Dorota wyciąga do mnie rękę i zaprasza nie tylko do swojego życia, ale przede wszystkim to kreatywnej pracy z fotografią. Opowieść zaczyna przesłaniem, które automatycznie zainspirowało mnie do ponownego przejrzenia moich osobistych zbiorów w myśl cyt.:

"Otwórz oczy, ciesz się tym, co widzisz, i bądź na to uważny." 

To co wyczytałam w tej książce to wielka pasja i zaangażowanie, które wypływają strumieniem z każdej jej strony. Natomiast niesamowita wiedza i doświadczenie autorki sprawiły, że wyjęłam wszystkie swoje zdjęcia i zaczęłam oglądać je na nowo z zupełnie innej perspektywy.

Rozłożyłam je na podłodze i otworzyłam książkę na rozdziale "Analiza Obrazu. Rozwój umiejętności wizualnych", bo naszła mnie ochota, żeby dać się Dorocie poprowadzić. 

Posłużyłam się zatem schematem Pięciu płaszczyzn analizy obrazu:

1. Płaszczyzna faktograficzna (informacyjna) - miałam spojrzeć na zdjęcie pod katem faktograficznym i przyjrzeć się temu CO WIDZĘ?

2.  Płaszczyzna fabularna

- miałam spojrzeć na zdjęcie pod kątem warstwy sytuacyjnej, czyli odpowiedzieć sobie JAKA TO SYTUACJA?

3. Płaszczyzna estetyczna - tutaj miałam sprawdzić warstwę stylistyczną i odkryć JAKIE BARWY widzę, KOMPOZYCJĘ czy też POWTARZALNE ELEMENTY.

4. Płaszczyzna osobista (emocjonalna) - czyli sprawdzić JAKIE EMOCJE czy myśli budzi we mnie to zdjęcie.

5. Płaszczyzna porównawcza  - tutaj miała za zadanie spojrzeć globalnie na cały album.

Dorota twierdzi, że jest to bardzo dobre ćwiczenie na obserwację i ja się z nią całkowicie zgadzam, ponieważ odkryłam moje zdjęcia zupełnie na nowo.

To było wspaniałe doświadczenie! 

Jestem zachwycona nie tylko książką, ale i osobowością autorki, która hojnie podzieliła się swoją wiedza i profesjonalizmem.

Książka zainspirowała mnie do fotografowania na nowo z większą uważnością, jaki i do refleksji nad zbiorem, który już posiadam. Dorota kieruje się głowinie do coachów i trenerów, ale ja poczułam się również zaproszona do spaceru z aparatem – w moim przypadku z telefon, bo on mi głównie służy do fotografowania.

Zapraszam zatem Was do spotkania z wyjątkową książką, która mobilizuje do działania, inspiruje oraz jest wielkim drogowskazem, bo „Jeden obraz to wiele słów” i ja miałam przyjemność tego doświadczyć  😊

Dziękuję Doroto za przyjemność podróżowania na stronach twojej książki.


Pozdrawiam serdecznie

Zaczytana Joana


"Kobieta" Eta Kobi

Ps.

Dodam jeszcze tylko tak na marginesie, że czeka mnie jeszcze jedna podróż z Dorotą Raniszewską, ponieważ posiadam w swojej biblioteczce jej inną książkę pt. "Kobieta", napisaną pod pseudonimem Eta Kobi, któremu warto się przyjrzeć




CYTATY
Moje ulubione cytaty z książki "Jeden obraz - wiele słów" Doroty Raniszewskiej:

"Bo zobaczyć, to znaczy doświadczać."

"Zdjęcie daje jakiś początek, stanowi wstęp do dalszej opowieści."

"Zdjęcie jest jak lustro, w którym odbijają się myśli."

"Jeden obraz to wiele słów"

"W momencie, kiedy chwytasz za aparat, to znaczy, że coś cię poruszyło."

"...tak naprawdę każda fotografia jest naszym portretem."

"One są taką książką o nas"



"Jeden obraz - wiele słów" Dorota Raniszewska