niedziela, czerwca 20, 2021

"Bunt zranionych" Artur Żurek

"Bunt zranionych" Artur Żurek

 

"Bunt zranionych" Artur Żurek

„Bunt zranionych to debiutancka powieść pana Artura Żurka, która już od samego początku zaskoczyła mnie pozytywnie. Autor bardzo szybko wprowadza czytelnika w akcję i do samego końca nie zwalnia tempa.

Powieść zaczyna się od słów cyt.: „Pan Mark Novik, nie może się z panem spotkać. Pan Mark nie żyje”, które skierowane są do głównego bohatera. Tomasz Wołyński, bo o nim mowa przylatuje do Dżuddy w Arabii Saudyjskiej i na dzień dobry słyszy właśnie wcześniej wspomniane zdanie. To dopiero początek rollercoastera w którym nasz bohater właśnie wsiada.

W tym samym czasie, ale w Warszawie Pan Piotr Majski, znany dziennikarz zapowiada, że ujawni fakt, iż polskie banki są wplątane w handel bronią i pranie brudnych pieniędzy.

Na scenę powieści w tym momencie wkraczają zaniepokojeni bankowcy oczywiście, politycy oraz przestępcy, a powieść nabiera ogromnego tempa. Wydarzenia zarówna na Półwyspie Arabskim, jaki i w Europie prześcigają się zarówno pod względem wartkiej akcji, jak i zaskakujących jej zwrotów.

„Bunt zranionych” to podobno pierwszy tom z serii, gdzieś wyczytałam. Dla miłośników sensacyjnych thrillerów to będzie bardzo dobra wiadomość, ponieważ w tej powieści nie brakuje walorów charakterystycznych dla tego gatunku.

Autor zadbał o to, żeby jego bohaterzy byli dosłownie i w przenośni cały czas w biegu. Wartka akcja i błyskawiczne oraz zaskakujące zmiany jej biegu to główna cecha tej książki. Do tego dochodzi świat dużych pieniędzy, polityka i oczywiście rasowi gangsterzy. Bohaterzy wykreowani wyśmienicie, bo tych, których miałam polubić to właśnie polubiłam. Ci natomiast, którzy mieli za zadanie wzbudzić moją podejrzliwość, też tak uczynili. Jednym słowem, czytelnik z pewnością nie nudzi się trzymając tę książkę w ręku.

Mimo wszystko delikatnie uwierała mnie mnogość nazwisk, co sprawiało, że musiałam chwilami się zatrzymać, by przetrawić to, co przeczytałam i połączyć z tym co było wcześniej. Podobnie miałam też z natłokiem nagłych wydarzeń na końcu powieści. Miałam wrażenie, że autor chciał szybko upchnąć jeszcze kilka pomysłów, bo przecież książka już się kończy. Niepotrzebnie, bo mógł zostawić to sobie do kolejnego tomu. Manewr ten w ogóle by nie zaważył na jakości powieści, a nawet bym powiedziała, że wręcz przeciwnie. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale z drugiej strony czasami mniej znaczy lepiej. Tę drugą opcję właśnie bym zastosowała przy zakończeniu książki, w którym zrobił się drobny bałagan. Myślę jednak, a nawet śmiem być pewna, że autor dopiero szlifuje swój kunszt literacki i kolejne tomy tej serii będą już dopracowane.

Ponieważ jestem wzrokowcem to zwracam też uwagę na wydanie książki. Okładka niestety nie jest w moim typie i stojąc w księgarni, raczej bym nie sięgnęła po tę pozycję, ale jak wiadomo to już jest rzecz gustu. Na szczęście dla mnie otrzymałam ją w formie e-book, za co dziękuję portalowi www.sztukater.pl bo czytanie tej książki sprawiło mi przyjemność.

Spełniła swoje podstawowe zadanie, bo spędziłam z nią wspaniały wieczór pełen sensacyjnych przygód. Dlatego właśnie polecam debiutancką powieść Pana Artura Żurka pod tytułem „Bunt zranionych”, zwłaszcza miłośnikom tego gatunku. Gwarantuję wartką akcję pełną zaskakujących zwrotów przy jednoczesnym akompaniamencie lekkości pióra autora, z jaką została napisana, co mnie wręcz uwiodło. Buduje to wyjątkową mieszankę i ogromną przyjemność czytania.

Polecam.

Zaczytana Joana



niedziela, czerwca 20, 2021

 "KOBIETA"  od książki do społeczności"KOBIETA" Eta Kobie

KOBIETA Eta Kobi
    Wczoraj czyli piątek 18 czerwca 2021 do Bookieciarnia zawitała wspaniała wystawa wraz z główną bohaterką. 
Wszystko zaczęło się od książki "KOBIETA", bo jak wiadomo kobieta jest zawsze początkiem. Kiedy ją zobaczyła oczarowała mnie w każdym calu:
🔴tytuł tej książki przyciągnął mój wzrok,
🔴pseudonim autorki mnie wręcz oczarował,
🔴rozmowa z nią sprawiła mi ogromną przyjemność,
🔴spotkanie z nimi obiema i KOBIETĄ i Etą Kobi do wczoraj było tylko marzeniem.


Wczoraj przyjechała do nas Dorota Raniszewska wraz z wystawą i swoimi książkami. 

Wystawa składała się z wyjątkowych zdjęć autorstwa Iwony Karolak. Przy każdym zdjęciu leżała dziennik należący do bohaterki widniejącej na fotografii oraz jej zdanie wyjęte z książki "Kobieta". Każdy dziennik był na wyciągnięcie ręki i warto było ten gest uczynić. Kiedy wzięłam do ręki pierwszy z nich, należący do Zuzy (rozdział pierwszy w książce), po przeczytaniu już kilku zdań, fotografia nabierała innego wymiaru.
Miałam wrażenie że teraz patrzę na kogoś kogo znam i mam ochotę wejść z nią w dialog, dlatego skorzystałam z okazji i zostawiłam swój ślad w dzienniku.


Autorka zaprosiła nas do swojego świata i opowiedziała:
  • jak rodziła się książka "Kobieta",
  • opowiedziała nam o procesie twórczym,
  • o tym jak dziś przyczynia się do budowania społeczności
To był wyjątkowy wieczór, na który czekałam już od zeszłego roku, ale niestety obostrzenia pandemiczne nam przeszkodziły. 
Tak jak autorka zapowiadała, to był dzień celebrowania kobiecości, wspólnych rozmów i wzajemnego inspirowania do dalszej działalności.
To na co jeszcze czekałyśmy to możliwość zdobycia książek naszej autorki. Dorota przywiozła ze sobą trzy wyjątkowe pozycja.

Pierwsza z nich to "KOBIETA" autorstwa Eta Kobi.
Pod tym wyjątkowym pseudonimem swój talent skryła Dorota Raniszewska. Książka składa się z dziewięciu rozdziałów, a każdy zawiera rozmowę z wyjątkową kobietą:
💓Zuza - jej opowieść zafascynowała mnie najbardziej. Może dlatego, że była pierwsza i zachwyciła mnie jej dojrzałość w wieku zaledwie 17 lat. Zakreśliłam wiele jej spostrzeżeń, ale z jednym z nich bardziej utożsamiam się, cyt.:
"Chciałabym, żeby czerwone usta kojarzyły się z siłą, a nie łatwością."

 💓Miriam - podarowała mi inne wspaniałe zdanie:


"Lubię być samotna. Siedzieć w ogrodzie. I cieszyć się, że jest taki czas, kiedy wokół mnie nie ma ludzi. To rodzaj samotności, który lubię. Być z samą sobą.

💓Savanah - podobnie jak w poprzednich tak i Savanah zafundowała mi garść mądrości, ale zacytuje tylko jedną:

"...zaczęłam być świadoma, że jest coś takiego, jak poczucie własnej wartości..."

To tyle, albo aż tyle daję Wam w prezencie, po resztę odsyłam do książki "KOBIETA" Ety Kobie i gwarantuję, że każdy z tych dziewięciu rozdziałów jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Pozostałe to

💓Aga

💓Sylwia

💓Ania

💓Aneta

💓Syrenka

💓Eleonora

Bohaterki tej książki są przede wszystkim kobietami, ale z tych rozmów dowiecie się również jakie role w swoim życiu pełnią. Podarują Wam swoją modrość, wiedzę oraz radość, mimo skrajnie trudnych doświadczeń przez które przeszły.

Drugą wyjątkową książką była: "Jeden obraz - wiele słów" Doroty Raniszewskiej


Do tej książki już zachęcałam Was jakiś czas temu dlatego po szersze informacje odsyłam TUTAJ 

Przypomnę tylko, że książka ta zainspirowała mnie do fotografowania na nowo z większą uważnością. Z drugiej jednak strony sprawiła, że pochyliłam się jeszcze raz nad moim zbiorem, który już posiadam. 

Zapraszam Was do spotkania z wyjątkową książką, która mobilizuje do działania, inspiruje oraz jest wspaniałym drogowskazem, bo "jeden obraz to wiele słów' i ja miałam przyjemność tego doświadczyć.

Trzecią wyjątkową pozycją był tomik wierszy "JA Kobieta"

Jest to nie tylko zbiór wierszy i fotografii w jednym miejscu, przede wszystkim obraz kobiecości, który przemawia do czytelnika ze zdwojoną siłą:

- po pierwsze poprzez wyjątkowe wiersze napisane osobiście przez uczestniczki programu rozwojowego "My Kobieta.

- po drugie, przy każdym wierszu znajduję się zjawiskowe zdjęcie autorki tego wiersza, a wykonane przez Olenę Herasym.

Na zachętę przedstawiam jeden z nich

Dorota

Chmury wybuchły na niebie
Słońce rozpaliło ziemię
Nadchodzi ciepły wiatr
Słyszę jego pieśń
Jak mała czerwona kropka
Odblask, kropla krwi, płatek róży
Czekam na peronie
Na ciebie... na siebie

Za chwilę pobiegnę
Sama
Przed siebie
Ja kobieta
Eta

Każdy z tych wierszy zaczyna się od słów "JA Kobieta..."

Dalej już biegnie indywidualny potok słów, który tworzy magiczny obraz kobiecości wraz z jego właścicielką. Każda wyraża w wierszu to co jest ważne dla niej w tej chwili, więc wyczytać możemy zarówno o potrzebie wolności jak i bliskości, o walce, zachwycie oraz uśmiechu. 


Czytając te wiersze możesz też dostrzec samą siebie. Zapraszam

Wyjątkowe jest również to, że bez względu na to którą z tych trzech książek weźmiesz do ręki to zawsze spotka Cię miła niespodzianka. Wszystkie te cuda bowiem  możemy podziwiać i czytać przy akompaniamencie zjawiskowych zdjęć wykonanych przez trzy wyjątkowe kobiet:

- Dorota Raniszewska

- Iwona Karolak

- Olena Herasym.

To był wyjątkowy dzień => Wystawa, książka i akcja społeczna.

Zapraszam Cię zatem do świata "KOBIETY".

Pozdrawiam serdecznie

Zaczytana Joana



środa, czerwca 09, 2021


Tytuł: 
"Tajemnice kamienicy przy Legnickiej 51"
Autor: Artur Marino


Wydawnictwo: OVO
Data wydania: Wrocław 2020r.

Liczba stron: 160



Moja ocena 8/10

Najnowsza książka Artura Marino to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Nie znałam jego wcześniejszych publikacji i nie wiedziałam zatem, co mnie czeka. Jedyna myśl, która tułała mi się w głowie to fakt, że niestety nie przepadam za literaturą typu reportaż, a takie właśnie określenie tej książki znalazłam, poszukując informacji. Na szczęście dla mnie postanowiłam mimo wszystko przekonać się osobiście do tej książki i nie zawiodłam się.

„Tajemnice kamienicy przy Legnickiej 51” autorstwa Artura Marino to jego powrót do czasów dzieciństwa i dorastania w tym właśnie budynku. Poniemiecka kamienica i los jej lokatorów niespodziewanie dostaje drugie życie dzięki tej wyjątkowej małej książeczce.

Autor podzielił ją na siedemnaście rozdziałów i nie jest to przypadkowa liczba, odpowiada ona bowiem liczbie mieszkań, z których składała się tytułowa kamienica. Każdy z tych rozdziałów, a dokładnie jego numer opowiada historię lokatorów z mieszkania o tym samym numerze. Są to historie niezwykłe, mimo że opowiadające o najzwyklejszych zjadaczach chleba.

Siedemnaście rozdziałów i 17 różnych rodzin, których łączy kamienica i autor dorastający wśród nich. Są to historie bardzo różne, czasami smutne i gorzkie, a z drugiej strony śmieszne i tryskające energią. Idealnie odzwierciedlające powiedzenie, że życie pisze najlepsze scenariusze, niech będą słowa autora bezpośrednio z jego książki, cytuję:

„Ludzie, którzy mieszkali w domu przy Legnickiej 51, byli szczególni. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to dom socjalny, żyła w nim niezwykła mieszanka. Niektórzy mieszkali tu od zawsze, czyli od pierwszych powojennych lat. Innych kierowało tu miasto i były to raczej przypadki patologiczne. […] Urodziłem się i wychowałem w tym domu, i dla mnie był to jedyny świat, jaki znałem. Świat barwny i malowniczy, Świat ludzkich historii i charakterów, czasami tragicznych, czasami żałosnych, ale często też śmiesznych…”.

Bardzo dziękuję portalowi www.sztukater.pl za książkę „Tajemnice kamienicy przy Legnickiej 51”, ponieważ jak wspomniałam już na samym początku, ten rodzaj literatury nie należał do chętnie wybieranych przeze mnie. Czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem niczym sensacyjny bestseller, który nie pozwolił mi oderwać się, chociaż do skończenia rozdziału. Książeczka jest mała, ale warta uwagi bowiem autor zwykłe szare życie najzwyklejszych ludzi z wrocławskich Popowic przedstawił w bardzo wciągający sposób, Historie czasami wesołe, czasami smutne, zdarzały się chwile sentymentalne albo i przerażające, ale kunszt literacki autora sprawił, że czytałam jego książkę z ogromnym zainteresowaniem.

Muszę również swoim zwyczajem wspomnieć o samym wydaniu, ponieważ jako osoba ze słabszym wzrokiem zwracam szczególną uwagę na komfort czytania. Przyznaję zatem, że Wydawnictwo OVO stanęło na wysokości zadania, ponieważ została zastosowana bardzo przyjemna czcionka i zachowane odpowiednie marginesy, co wszystko złożyło się na bardzo dużą przyjemność i lekkość czytania. Jest to dla mnie osobiście dodatkowa wartość książki, o czym niektóre wydawnictwa w dzisiejszych czasach zapominają.

Polecam zatem zdecydowanie i z ogromną przyjemnością książkę Pana Artura Marino pod tytułem „Tajemnice kamienicy przy Legnickiej 51”. Historie mieszkańców tego już nieistniejącego budynku są warte poznania i zasługują na chwilowy powrót do życia w głowie czytelnika. Książka ma zaledwie 160 stron, czyli praktycznie lektura na jeden wieczór, ale za to pełen sensacyjnych wręcz wrażeń. Pan Artur w wyjątkowy sposób przedstawił zwykłe życie, zwykłych ludzie w zwykłej na pozór kamienicy. Polecam gorąco i gwarantuję niezwykłe chwile z tą książką.


Pozdrawiam

Zaczytana Joana 





sobota, czerwca 05, 2021

"Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie" Megan MacCutcheon

"Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie" Megan MacCutcheon

Wśród bogatego wyboru książek na portalu www.sztukater.pl mój wzrok wręcz hipnotyzująco przyciągnęła okładka tej książki. Potem przeczytałam zdanie reklamujące treść, cyt.: „Poczucie własnej wartości to nasze wyobrażenie o nas samych” i już wiedziałam, że chcę ją poznać.

Megan MacCutcheon jest licencjonowaną, profesjonalną doradczynią i ekspertką z zakresu poczucia własnej wartości, co automatycznie przenosi jej książkę na wyższy poziom.

„Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie” autorstwa Megan MacCutcheon to poradnik i zeszyt ćwiczeń jednocześnie, który za pomocą pięciu kroków pokazuje, jak wzmocnić poczucie własnej wartości. Książka jest wspaniałym narzędziem, które krok po kroku pomaga kobietom odkrywać własną wartość. Każdych z tych kroków jest tak samo ważny, ale kiedy zaczynają funkcjonować, jednocześnie nabierają dodatkowej wartości w kreowaniu własnej wartości.

Zachęcam zatem do pokonania tej drogi przy wykorzystaniu pięciu poniższych kroków:

Krok numer 1 to „Poznać siebie” – czytałam go z ogromną przyjemnością, ponieważ uświadomiła mi, jaka jestem dzisiaj i co ukształtowało to moje dzisiejsze „ja”. Poznałam również wartość zdrowej i słabej samooceny oraz mój już ulubiony termin – mowa wewnętrzna lub wewnętrzny głos. Mnie osobiście ten krok utwierdził w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. Natomiast dla osób, które dopiero zaczynają tę drogę znajdą tutaj skarbnicę wiedzy. Warto jest bowiem w pierwszym kroku dokładnie przeanalizować siebie, żeby potem przejść do kolejnego etapu. Zwłaszcza poznanie swojego wewnętrznego krytyka (głosu), który często mąci nam w głowie jest w tym rozdziale ważnym elementem.

Krok numer 2 to „Zadbać o siebie” – lubię dbać o siebie, dlatego już sam tytuł nastroił mnie pozytywnie do nadchodzącej treści i ponownie się nie zawiodłam. Mimo, że nie mam problemu z własną wartością to często dręczy mnie mój wewnętrzny krytyk, który ma w zwyczaju krytykować większość rzeczy. W tym rozdziale już na samym wstępie dowiedziałam się, jak sobie z nim radzić, cytuję:

„Strategia jest prosta, gdy przyłapiesz się na negatywnej mowie wewnętrznej, przerwij ją.”

Polecam szczerze ten krok, który mnie osobiście pomógł. Dowiedziałam się jak wspierać mam pozytywne myśli i jednocześnie wyeliminować negatywne przekazy oraz nie ulegać samozwątpieniu, które czasami mi się zdarza. Zafascynował mnie również kolorowy okrąg nazwany mapą relacji oraz teoria maski tlenowej. Niesamowite jakie to proste się wydaje, kiedy poznamy odpowiednie wskazówki, po które odsyłam do książki.

Krok numer 3 to „Szanuj siebie” – wydawało mi się, że szanuję siebie samą, ale treść tego rozdziału pokazała mi jak mogę to robić jeszcze lepiej. Dokładnie krok po kroku dowiedziałam się jak ustalić swój własny system wartości i nie poświęcać się niepotrzebnie. Zrobiłam sobie ćwiczenie asertywności i dowiedziałam się jak ważne jest ufanie sobie i swojej intuicji. Dla mniej sceptycznych czytelników mam dobrą wiadomość. Autorka donosi, że zarówno asertywność jak i zaufanie do siebie to nie coś magicznego co możemy tylko wyssać z mlekiem matki. Bez względu na nasze pochodzenie i różnie spędzone dzieciństwo, obie te ważne cechy możemy rozwijać i wzmacniać w każdej chwili.


Krok numer 4 to „Zaakceptuj siebie” – czyli pewnego rodzaju przełomowy krok, który wymaga od nas zaakceptowania samych siebie z całym dobrodziejstwem jakie w sobie nosimy. Samoakceptacja często jest to proces, a nie coś co możemy zrobić ot tak sobie. Najistotniejszy jest fakt, żeby zaakceptować swoje braki czy niedoskonałości i dążyć do samoakceptacji, która jest jednym z najważniejszych kroków do osiągniecia poczucia własnej wartości.

Ja za pomocą tego rozdziału zrobiłam sobie test na mocne i słabe strony, coś niespodziewanie uświadomiło mi jak dużo mam mocnych stron. To było wyjątkowe doświadczenie uważności. Polecam każdemu.

Krok numer 5 to „Pokochaj siebie” – tego przyznaję nie spodziewałam się. Miłość jako ostatni krok do kreowania poczucia własnej wartości. Wydaje się takie proste, ale prawdziwy sens tego kroku zrozumiałam, kiedy dobrnęłam do strony z „Drzewem miłości”. Natomiast jedno ze zdań podsumowujących ten krok pozostanie ze mną już na zawsze, cytuję:

„Nie umniejszaj własnych wysiłków i daj sobie przyzwolenie, aby wyrazić uznanie dla samej siebie.”

 

Polecam Twojej uważności to wyjątkowe stwierdzenie. W tej książce jest ich więcej, bo to niesamowita skarbnica nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim drogowskazów.

Poradnik ten jest pełen zadań, ćwiczeń udowodnionych konkretnymi historiami i doświadczeniami innych kobiet na poparcie tego, że to działa.

Każdy z rozdziałów zakończonym magicznym stwierdzeniem „ZATRZYMAJ SIĘ”, by jeszcze przez chwilę przemyśleć dany krok zanim przejdziemy do kolejnego.

Poczucie własnej wartości to jeden z najważniejszych czynników w naszym życiu. Dlatego czytanie tej książki sprawiło mi ogromną przyjemność. Dodatkowym atutem z pewnością było jej przepiękne wydanie za co dziękuję wydawnictwu Zwierciadło. Piękna okładka, bardzo wygodna dla oczu czcionka oraz wyjątkowe rysunki, które błyskawicznie wizualizują wartościową treść.

„Poznaj zaakceptuj i pokochaj siebie” autorstwa Pani Megan MacCutcheon to zdecydowanie obowiązkowa lektura dla każdej kobiety. Każda z nas ma sobie wyjątkową siłę, a ten poradnik krok po kroku pokazuję, jak ją wydobyć i zacząć z nią współpracować.

Polecam zdecydowanie tę wartościowa treść wydaną w przepięknej oprawie co sprawia, że poznajemy nasze możliwości jednocześnie ciesząc oko.

Pozdrawiam

Zaczytana Joana 




czwartek, maja 20, 2021

"Czuła przewodniczka" Natalia de Barbaro

"Czuła przewodniczka" Natalia de Barbaro

 

„Czuła przewodniczka” Natalia de Barbaro 

Dzisiaj zapraszam Was na spacer z Natalią, ponieważ ona sama powiedziała, że napisała te książkę żebyśmy przez chwilę szły razem.

„Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie” autorstwa Natalii de Barbaro to właśnie to co chcę Wam dzisiaj zaproponować. Ja poznałam ją w wyjątkowym momencie, bo na wspaniałych warsztatach „Wiosenne przebudzenie” u Kasi Gapskiej z Nudoodporne.

Przyznaję, że początkowo traktowałam tę książkę jako poradnik znanej Pani psycholog co sprawiło, że podeszłam do niego jak do podręcznika. Co oczywiście w żadnym stopniu nie umniejszyło jej wartości, tylko ja po prostu ni czułam tego spaceru z autorką. 

„Czuła przewodniczka” prezentuje nam w swojej treści trzy wewnętrzne kobiety, które siedzą w nas i starają się zarządzać nami jak laleczką pociągając za sznurki.


Potulna – to taka ja, która wykonuje polecenia bez szemrania i zrobiona jest ze strachu.

Królowa śniegu – podobnie jak potulna zrobiona jest ze strachu i wstydy, tylko w lodowato zimny sposób podchodzi do życia

Męczennica – to taka ja która się poświęca, ona aż cała paruje od gniewu, ale nigdy się do tego nie przyzna, bo przecież wszystko jest OK.

Te trzy siostry, sterują nami od środka i starają się jedna przez drugą przejąć władzę i podszeptywać swoje życiowe mądrości. Natalia de Barbaro w swojej książce starała się pokazać nam drogę jak utemperować te podszeptywaczki i odnaleźć w sobie Czułą przewodniczkę. Przewodniczkę, która nie pogania, nie idealizuję i nie wzbudza litości, tylko czule przewodzi i pozwala odkrywać to co mamy najcudowniejsze w sobie.

Były takie chwile, kiedy nie nadążałam podkreślać wspaniałych treści w tej książce. Zaznaczałam kolorami, ozdabiałam kwiatkami, serduszkami a nawet pojawiały się wykrzykniki. Czytając kolejne podrozdziały zaczęłam powoli przekonywać się do tego co chce mi powiedzieć Natalia jak i moja czuła przodowniczka. Zaczęłam stopniowo dostrzegać siebie albo inne znane mi kobiety w tych przykładach podawanych w książce i wtedy dobrnęłam do rozdziału „Dzika dziewczynka”

Świat zawirował, bo poczułam nie tylko więź z autorką, ale przede wszystkim wiatr we włosach podczas naszej wspólnej wędrówki.

Czytając ostatnie zdanie na stronie 167 doznałam pewnego rodzaju olśnienia – „takie tam”

Bo ja też od zawsze czułam niezrozumiałą dla mnie awersję do „takie tam” potarzane przez moje znajome i nieznajome. Mimo wszystko w głowie ciągle mi coś podszeptywała – no i co ze piszą „takie tam”, nie oceniaj, bo to nie twoje słowa.

Teraz już wiem – ja nie oceniałam – ja nieświadomie dostrzegałam to co Natalia ubrała w słowa, cyt.:

„Takie tam…” – piszą kobiety, wrzucając na Facebooka namalowane przez siebie obrazy czy zaprojektowane i uszyte przez siebie sukienki. To mnie boli.

Koniec cytatu

Słowa te uświadomiły mi dwie rzeczy:

👉Po pierwsze – autorka ubrała w słowa to co mnie zawsze uwierało, kiedy czytałam „takie tam…” - Mnie też to bolało, że umniejszamy w ten sposób swoją wartość.

👉Po drugie – w tym momencie poczułam więź z autorką. Książka nagle spadła z piedestału „wielce szanownego poradnika psychologicznego”, a ja poczułam, że mam przed sobą czuły przewodnik.

Życzę Wam, żebyście też odnalazły ten moment w książce, kiedy poczujecie wiatr we włosach podczas spaceru z autorką i czułą przewodniczką.


Ta książka moim zdaniem to lektura obowiązkowa dla każdej z nas. Nie tylko dla kobiet, które czują, że coś je w życiu uwiera, że podążają drogą, bo tak właśnie wypada a nie że tak chcą. To również wspaniały drogowskaz dla kobiet, które po prostu chcą wyruszyć na spacer w głąb siebie i odszukać w sobie niesamowite pokłady swojej indywidulane osobowości. Czuła przodowniczka czeka na każdą z nas i wyciąga dłoń do wspólnego spaceru.

Jedyne czego od nas wymaga to po prostu skupienia na nie całej naszej uwagi, otwartości do autorefleksji i chęci poznanie samej siebie. Siebie tej w środku bez maski dla otaczającego świata.

Polecam „Czułą przewodniczkę” Pani Natalii de Barbaro za całego serce i wierzę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Ja po moim olśnieniu na stronie 167 wróciłam do początku i przewertowałam jeszcze raz to wszystko o wcześniej tak skrupulatnie podkreślałam.

Przygoda z tą książką to było wyjątkowe doznanie. Jeszcze raz dziękuję Tobie Kasiu, że miała te przyjemność uczestniczyć w Twoich wyjątkowych warsztatach o wiosennym przebudzeniu, gdzie poznałam właśnie czułą przewodniczkę.

Pozdrawiam

Zaczytana Joana











środa, maja 05, 2021

"Szeptun" Tomasz Betcher - premiera 5 maja 2021r.

"Szeptun" Tomasz Betcher - premiera 5 maja 2021r.

„Szeptun” Tomasz Betcher


Tomasz Betcher to autor, którego książki czytam na bieżąco i zaraz po ich wydaniu, a czasami nawet przed pojawieniem się na rynku, jak było w przypadku „Szczęścia z piernika”. Jego najnowsze dzieło „Szeptun” to powieść, na którą czekałam z ogromną niecierpliwością, ponieważ miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim, kiedy autor opowiadał dopiero o takim pomyśle.

No i się doczekałam.

Podobnie jak we wcześniejszych swoich książkach, tak i tutaj autor łączy dwa światy.
Główna bohaterka powieści "Szeptun" to Julia, która pracuje jako nauczycielka i wychowuje dwójkę dzieci na pomorzu, a dokładnie w Gdańsku. Jest praktycznie matką samotnie wychowującą, ponieważ jej mąż od kilku lat przebywa w ciągłej podróży służbowej w Norwegii. Przemęczona nie tylko życiem, ale przede wszystkim walką o rodzinę staje na rozdrożu. Jej żywiołowy synek Kuba ma problemy zdrowotne, przez które nie może spokojnie przespać jednej nocy. Natomiast nastoletnia córka Marysia co noc zrywa się z krzykiem, którego powodów Julia może się tylko domyślać.

Ma na szczęście rozsądnie myślących rodziców, którzy proponują jej urlop w Beskidach, gdzie podobno mieszka ktoś kto to pomorze wyleczyć Kubę. W ten oto sposób czytelnik wkracza w świat tytułowego szeptuna.

Waldemar to typowy odludek odrzucony przez lokalną społeczność, a jednym z powodów jest fakt, że jego ojcem był Rom. Cygan jak go nazywają we wsi, stroni od mieszkańców Bukowego Młyna co sprawia, że plotki na jego temat się tylko mnożą. Jedną z takich przypisanych mu bajek jest rzekoma klątwa, która na nim ciąży i może przynieść nieszczęście wszystkim.

Tych dwóje bohaterów różni nie tylko 700 km, czyli cała Polska, ale praktycznie wszystko, inne pochodzenie, wykształcenie i status materialny. Na pierwszy rzut oka są jak przedstawiciele dwóch odrębnych światów, pomiędzy którymi nie istnieje połączenie. Mimo wszystko stanęli wzajemnie na swoich drogach życia i nie tylko je skrzyżowali, ale powoli zaczęli przebudowywać.

„Szeptun” to nie jest typowy romans, jakich wiele, to powieść, w której odnalazłam nie jedno przesłanie. Przede wszystkim walka ze stereotypami i tolerancją. Autor pokazuje czarno na białym, jak bardzo można skrzywdzić człowiek oceniając go tylko po jego pochodzeniu. Walka o drugiego człowieka, przyjaźń i miłość oraz więzy rodzinne sprawiają, że powieść jest pełna nowych wątków, które podążają w szalonym tempie ku nieubłaganemu końcowi.

Autor osadził swoją nową powieść w wyjątkowym miejscu, które stanowi kolejny jej atut. Julia swoim autem zabiera nie tylko dzieci, ale przede wszystkim czytelnika w urokliwe miejsce Beskidu niskiego. Wraz z bohaterami przemierzamy górskie szlaki, kąpiemy się w czarcim potoku i możemy poczuć zapach magicznych ziół szeptuna.

„Szeptun” to ciepła i wzruszająca powieść, na którą czekałam. To historia, która niesie ukojenie przeprowadzając nas przez piękne górzyste tereny, symbolizujące głęboko skrywane emocje bohaterów. Każdy z nich niesie ze sobą swój ciężar, który przez rozmowę i wsparcie najbliższych osób już nie ciągnie w dół, ale wręcz przeciwnie dodaje skrzydeł. Takich drogowskazów i przesłanek jest tutaj więcej.


W tej powieści nie brak również dramatycznych zwrotów akcji, które przyprawiają czasami o gęsią skórkę i łzę w oku. Mimo wszystko uważam, że to jedna z piękniejszych powieści, która ukoiła moje ostatnie dwa wieczory. Otoczyła magią, przeniosła w wyjątkowe miejsce i spowiła zapachem ziół. To wszystko sprawiło, że nie mogłam oderwać się od tej książki, by dobrnąć do końca, który powalił mnie na kolana.
Na szczęście autor postanowił podarować czytelnikowi jeszcze wisienkę na torcie w postaci epilogu, który sprawia, że wszystkie nitki cudownie zmierzają do jednej całości i rozjaśniają wszelkie wątpliwości.


Polecam bardzo gorąco nową powieść Tomasza Betchera pt.: „Szeptun”, która nie pozwoli wam tak po prostu przerzucać strony za stroną. Ta książka ma wspaniałe wnętrze, które udowadnia, że każdy z nas nosi w sobie coś wyjątkowego, tylko trzeba dać szansę na pokazanie tego.

„Szeptun” to wciągająca powieść, która gwarantuje pełen wachlarz emocji.

Polecam
Zaczytana Joana